
198 to dużo czy mało? Wszystko zależy od kontekstu. Perspektywy. Ludzi, których to dotyczy i tak dalej.
Jeżeli mówimy o pieniądzach, to dla każdego 198 zł znaczy coś innego. Dla jednych to budżet na cotygodniowe wyprawy po barach, dla innych na jedzenie na cały miesiąc. Jedni tyle wydają każdego dnia na zachcianki, inni muszą długo odkładać, aby kupić sobie coś za taką kwotę. Czy zatem 198 zł to dużo czy mało? Najłatwiej powiedzieć: to zależy. Zależy kogo zapytamy i na co miałby przeznaczyć te pieniądze.
A jeżeli chodziłoby o czas? 198 dni do jakiegoś wyczekiwanego niecierpliwie wydarzenia, to ogrom czekania. Dla czterdziestolatka, to zaledwie malutka cząsteczka jego dotychczaowego życia. Wszystko zależy od perspektywy.
Czy zatem 198 dni życia jednego małego człowieka to dużo czy mało? Pierwsze, co przychodzi na myśl, to: „bardzo mało”. A co Wy na to, jeśli powiem, że dużo? A przynajmniej relatywnie dużo, gdy porównamy to do jednego dnia. W ostatnim czasie większą uwagę zwracam na małe groby na cmentarzu i często widzę, że dzień urodzin = dzień śmierci. Tylko 1 dzień. Czyli o 197 dni krócej. Ja przez 198 dni, czyli ponad pół roku, miałam okazję poznać tego Jegomościa. Widzieć pierwsze obroty, poczuć pierwsze uściski. Podać pierwszy obiadek. Poznać i oglądać uśmiech, który będzie już trwał wiecznie. Czyli dużo więcej, niż mogłabym zrobić w jeden dzień.
Z drugiej strony…czym jest marne pół roku przy latach, których nigdy już nie przeżyjemy razem… Przy „pierwszych razach”, których już wiecej nie będzie. Dywanikach w przedszkolu i szkole, na które nie trafię. Przy występach, na których się nie uśmiechnę i nie otrę łzy.
Ale zawsze to wiecej niż jeden dzień….
Gdyby człowiek wiedział, że ma tylko (albo aż) 198 dni, pewnie przeżyłby je inaczej. Pełniej. Czerpałby z nich jak najwięcej, nie marnując na bzdury ani chwili. /W. który podchodzi do tego bardziej naukowo, uważa, że taka osoba straciłaby mnóstwo czasu na oswajanie się z tą myślą. Ja widzę to inaczej, ale to już wiemy, że mój mózg funkcjonuje w trochę inny sposób ;)/
I tak sobie czasem myślę, jak zmieniłoby się moje zachowanie w Przylądku, gdybym wiedziała, że już tak nie wiele czasu nam zostało. Czy tak samo ważne byłyby dla mnie spotkania z Ł. skora teraz ma mnie na „wyłączność”? Czy równie ochoczo wychodziłabym na spacer, do sklepu, gdziekolwiek, byle tylko odetchnąć? Czy dalej brałabym książkę lub telefon zamiast napawać się widokiek spokojnie śpiącego F. i próbować wyryć w pamięci ten widok?
A może najnormalniej w świeci bym od tego wszystkiego oszalała?
Wiem, że w tamtym momencie dbanie o psychikę Ł. było niemalże tak samo ważne, jak dbanie o zdrowie F. Wiem, że potrzebowałam powietrza, przerwy, normalności. Wiem to. Ale też wiem, że nie byłoby tak samo, gdybym wiedziała, że moich sił ma mi starczyć nie na lata walki, a jedynie na kilka miesięcy. Inaczej siły rozkłada sprinter biegnąc na 100m, inaczej na 400m, a jeszcze inaczej długodystansowiec. Jakbym się zachowywała wiedząc, że nie mam szans na maraton?
───
A skąd mi się nagle wziął pomysł, aby policzyć dni? Nie dlatego, że siedzę i się katuję myślami i szukam kolejnych pomysłów na nostalgiczne rozmyślania. Tak, jak pisałam ostatnio – muszę się wziąć w garść i zajrzeć do zdjęć. Będzie to najcięższy, z dotychczasowych, przegląd zdjęć z całego roku – to wiem na pewno. I ostatnio, gdy byłam w odwiedzinach u F. wymyśliłam, że stworzę album, w którym postaram się zamknąć każdy ze 198 dni. Pewnie nie mamy zdjęć na każdy dzień, ale i tak postaram się stworzyć namiastkę egzystencji naszego Śmieszka 🩵
A z aktualności – jak pisałam ostatnio, w październiku F. będzie już miał nagrobek (wyjatkowy dziękiPani Ani od nagrobków). Tymczasem zdjęcie w ramce na grobie wypłowiało i F. prawie zniknął. Przyzwyczaiłam się do takiego widoku i nie wiem dlaczeg tak długo zwlekałam z wymianą. Kilka dni temu powrócił ten wyraźny, piękny uśmiech. I znów usta same rwą się do uśmiechu w odpowiedzi na tę jego radość.
